Książki, których nie czytam, bo rysuję

Książki, których nie czytam, bo rysuję „Wszystko zajęte”:

Mikołaj Łoziński – Reisefieber i Książka

Błądzę czasami w większej księgarni, by dać sobie szansę na przypadkowe zainteresowanie się książką i autorem. Łoziński na czwartych stronach okładki urzekł mnie prostym językiem i pięknem poruszanej sprawy, obiecując lekturę pełną zrozumienia tematu, przejmującą, bez zbędnych zdobień. Czekam na otwarcie obu tych książek jak na najlepszy prezent. Przeczytam je w pierwszej kolejności.

Andriej Tarkowski – Dzienniki, Scenariusze, Czas utrwalony
Dzienniki Tarkowskiego są na tę chwilę moją prywatną lekturą roku, choć dobrnąłem do
połowy. Wypożyczyłem je, kiedy egzamin z historii filmu dopiero majaczył na horyzoncie, trochę mimochodem. Narzucił mi się sposób pisania Tarkowskiego: krótkie zdania, które umieszczone obok siebie w jednym akapicie potrafią podjąć skrajnie różne tematy i, co urzekające, emocje (Andriuszka, syn – cudowny, dlaczego? bo zjadł śniadanko, współpracownicy Tarkowskiego – idioci i beztalencia, krew zalewa!). Interesujący jest również kontrapunkt w posługiwaniu się przez Tarkowskiego słowem i obrazem. Czytałem scenariusz „Ofiarowania”. Piękne opowiadanie.

Ingmar Bergman – Scenariusze // Michelangelo Antonioni – Scenariusze
W euforii po wspomnianym wyżej egzaminie nabyłem co nabyłem i nie mogę się doczekać lektury. Scenariusz - film - porównanie. U Tarkowskiego w „Ofiarowaniu” sporo się pozmieniało. Ale gdybyście przeczytali scenariusz „Wszystko zajęte” i zobaczyli efekt końcowy... Inne historie, poprzestawiane akcenty, powycinane i podoklejane sceny. Zobaczymy, jak się sprawy miały u Bergmanów. Czytałem niedawno
wspomnienia Liv Ullmann. Książka, do której podchodziłem nieufnie, trochę jak do niewprawnie napisanego romansu. Rzecz okazuje się być krzepiąca i ciepła, popada w wysokie tony, ale jedynie chwilami. Wspomnienia czyta się nad wyraz szybko. Dostałem
od profesora książkę o Szkole Filmowej, zredagowaną z krótkich
komentarzy absolwentów i pracowników (Polański, Toeplitz, Wajda...), które, przeplatając się, tworzą pełnowymiarowy obraz tego, co się tam przez lata wyprawiało. Na marginesach historyk filmu prostuje niektóre kombinacje i śmiałostki reżyserów.

Cormac McCarthy – Rącze konie
Jako oddany czytelnik, kupiłem „Rącze konie” w dniu premiery lub
następnego dnia. Od tamtej pory pierwsza część trylogii czeka na
swój moment. Przeczytałbym znów „Suttree”, to świetna książka
na wakacje, a ja pokonywałem ją w zimie.

Pat Conroy – Na południe od Broad
Widząc tę knigę i opis, że saga rodu, że paczka przyjaciół, zacząłem się zastanawiać jak właściwie poprowadzić tyle postaci przez całe ich życie, dodatkowo wprowadzając ich rodziców i zapewne w dalszej części dzieci. Od kilku miesięcy jestem w 1/3. Książka pisana jest łatwo, niezbyt porywająco, momentami prostacko. Bywa przyjemną lekturą do snu. Nie wiem, co mnie przy niej trzyma, może nadzieja, że jednak autor da radę? Porwał się na monstrualną robotę. Poza tym wzrusza mnie nieprzeciętnie jego zdjęcie z tyłu książki.

Vladimir Nabokov – Opowiadania
Nie czytałem jeszcze nic Nabokova. Widziałem jedynie „Lolitę” Kubricka. Bardzo jestem ciekawy tego pierwszego razu.

Książki, które mimo wszystko podczytuję:

Jerzy Stuhr – Tak sobie myślę
Czytałem dwie wcześniejsze książki Stuhra, jedną przesłuchałem jako
audiobook, widziałem większość filmów pana Jerzego, byłem na „Kontrabasiście”. I jakoś tak mi dobrze z tym, że usiadł, a właściwie siadał to w jednym mieście, to w innym, często w
szpitalach, i jeszcze napisał dla mnie coś takiego. Zuuupeeełnie nie kupuję fragmentów oceniających polską rzeczywistość, niemal je pomijam. Nuta dziadowania. Interesuje mnie, co sądzi o ostatnich premierach kinowych, jak ocenia własnego syna, wspomina zagraniczne ekscesy z kotem... Wciąż strasznie Stuhra lubię i szanuję. Podoba mi się, w jaki sposób wychodzi do ludzi, inni aktorzy tego nie mają, lub robią to na inną skalę. Pamiętam, jak stał na fajce przed uczelnią i taksował mnie wzrokiem: góra-dół, góra-dół. Wyczytałem w książce, że sporo przeklina. Ciekawe jak nazwał sobie w myślach te dwa metry człowieka.

Sebastian Frąckiewicz – Wyjście z getta
Pozycja potrzebna, przemyślany dobór gości, Sebastian sprawnie prowadzi rozmowy, a książka zostawia mnie bez refleksji. Może sam temat osadzony zbyt daleko od tworzenia (mimo wszystko), może bliżej mu do jakiejś, no nie wiem, polityki, nomen omen. Ja tam nie wiem, do czego powinien podpiąć się komiks (do animacji? Po co? Trzeba by to przemyśleć. Podobieństw jest dużo. Ta dziedzina przynajmniej jako tako rozmościła się przy państwowych strukturach.), jakie bojówki powinniśmy założyć. Robię swoje. Rysuję „Wszystko zajęte”. I nie mogę przeczytać tych cholernych książek.



PODPIS:

Komentarze:

12.07.2012, 11:14
Rob
Nie czytam książek bo trzymam kredens

11.07.2012, 17:12
kolec
jak to będzie po włosku?

Grzybiarzu, ja wolałbym czytać od razu po zakupie, ale rzadko się udaje.

Ważkonerze, to brzmi jak najlepsza recenzja.

11.07.2012, 15:48
J. Stuhr
Wysoki Skurkowaniec!

11.07.2012, 14:37
Ważkoner Turek
Rącze konie polecam, chyba lepsze od Suttree.

11.07.2012, 13:42
Grzybiarz
Lubię moment, kiedy otwieram książkę, na którą długo czekałem. Z którą wiązałem jakieś konkretne oczekiwania. Rzadko czytam coś, co przed chwilą kupiłem. Książka musi trochę poleżeć na półce, odczekać swoje. Wtedy lepiej smakuje. Miłego czytania.
A te trzy kadry zajebiste.

11.07.2012, 13:06
ryz
dużo tego dobrego:D