Kibordzista

Otóż okazuje się, że wprowadzanie "ulepszeń" potrafi - przynajmniej na początku - więcej nadpsuć, niż poprawić. Mój serwis blogowy postanowił przeprowadzić kilka kosmetycznych zabiegów mających na celu modernizację panelu notkowego. No i sru, pół dnia nie mogłem skończyć wpisu. Tak patrzę ostatnio na blog i patrzę, i się trochę pusto zrobiło. Dwa dni spędziłem w Warszawie, siedem w Sopocie, a odkąd wróciłem do Jarosławia, kończę równolegle dwa komiksy. Ot, wczoraj i dzisiaj na ten przykład po 2,5 strony pokolorowałem. W końcu kiedyś trzeba wakacyjną porcję przedkomputerowego się garbienia wyrobić... Podczas pobytu mego w Warszawie miałem okazję (dzięki Mazolowi-przewodnikowi) trafić na Amatora - wydaje mi się debiut filmowy Stuhra, zarazem jakiśtam filmowy początek Kieślowskiego. Już w Jarosławiu z kolei zaliczyłem Korowód, znaczy się najnowsze dzieło pierwszego pana. No i różnicę widać, ale raczej na korzyść Amatora. Korowód objawił mi się jako film-przystanek, tak banalny, wręcz romantycznokomediowy, że dziwne! ujmujący. I nie wiem, czy chodzi tu o talent, czy o nazwisko reżysera i obecność m.in. Frycza na ekranie. Ostatnio, skoro już przy temacie filmu się przechadzam tam i z powrotem, polubiłem czytanie wywiadów z aktorami, a to z racji, że często mogę odnieść ich chociażby teatralne doświadczenia na komiks. Że ten zaczyna od komedii, przechodzi z czasem na poważniejsze tematy, że jednak uważa komedię za bardziej skomplikowaną w konstrukcji formę, ale że warto mieszać obie rzeczy etc etc. Na Anty Szantach w Sopocie jedna dziwka (taka rola, a może i nie rola, mając w pamięci to, co o artystach Kazik mawia) zdawała mi się być zmęczona tym całym występowaniem, graniem dla sali powiedzmy około 50-cioosobowej dla ludzi, którzy raczej z nudów zaszli w teatralne progi, niż z pasji do sztuki na deskach. No i jakby się zastanowić, to faktycznie jest ciężko znaleźć sobie target, kiedy nie rysuje się, dajmy na to, dla miesięcznika o psach czy innych szachach. Czy celować w czytelnika niewyrobionego, rozbudowywać przejścia między kadrami, czy przeciwnie, starać się zacierać oczywiste zabiegi na rzecz eksperymentu, który nomen omen zrozumieć może czasem jedynie te 200 osób w kraju? W Łodzi coraz częściej wygrywa to drugie, ale czemu nic o tych twórcach dalej nie słychać? 213 Wielkie Odkrycie Kapitana Sheera - w Warszawie koło 23:00 dają w zestawie o kurczaka więcej, niż piszą na ulotkach. Nigdy więcej fastfoodów. Przerzucam się na kebaby, chociaż te w Jarosławiu to wyjątkowe świństwo (z kurczaka wołowego) jest. No i to, od czego powinienem zacząć, czyli wyjaśnienie: Batman należy do wielkiej nietoperskiej rodziny muzyków, których kompletują od jakiegoś czasu chłopaki z Kolorowych Zeszytów. Dzięki za zaproszenie i miłe słowa w notce. A, jeszcze o Kaziku coś gadałem. Nabyłem ostatnio Niepiosenki i po przeczytaniu 400 stron i kilku wybranych felietonów z kolejnych 200 zakończyłem lekturę z mieszanymi uczuciami. Interesowały mnie teksty o tworzeniu piosenek, anegdotki typu tej z panią Violettą, czy okołoamerykańskie sprawy, natomiast niektóre fragmenty polityczno-prawoautorsko-imprezowe to za ciekawe nie były. Ale pewnie w czasie ich pisania konieczne było dla autora takie rzygnięcie, jak to Stuhr mawia. Ja chyba też właśnie dopuściłem się podobnego występku...
PODPIS:

Komentarze:

30.08.2009, 00:11
kolec
no to mam nadzieję, że to jest dla mnie miejsce odpowiednie i nie gorszę czytelników zbytnio... (o, właśnie mi wpadł Sheer do głowy)

29.08.2009, 19:53
a
każdy sobie czasem rzygnąć musi, i dopóki jest to w miejscach do tego przeznaczonych, to zwykle nawet na zdrowie wychodzi.