.blog






16 stycznia 2015 Figurki z "Wszystko zajęte" komentarze (0)














Odebrałem wczoraj paczkę od 1969 Toys z egzemplarzami figurek kolekcjonerskich z bohaterami Wszystko zajęte. Wyszły pięknie :)) Figurki można zamawiać mailowo, adres widnieje na blogu 1969 Toys.





21 sierpnia 2012 Październik? komentarze (3)


Fantastyczne wakacje mają się ku końcowi, a "Wszystko zajęte", które ostatecznie liczy sobie 106 stron, jest w fazie korekty i składania. Razem z Kulturą Gniewu staramy się, by album miał swoją premierę podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi 2012. Ciężko mi coś obiecać, ale szanse są spore :))




18 lipca 2012 Wszystko narysowane komentarze (6)



No więc narysowałem album, równe 100 stron (dzienny rekord: 7,5), które powstały przy użyciu wyłącznie tabletu i Photoshopa. Rysowałem od stycznia do lipca. Jutro drobne poprawki na pierwszych planszach, wpisanie literek i do Wydawcy. Kiedy premiera? Damy znać. Od jutra tylko i wyłącznie ......................!




11 lipca 2012 Książki, których nie czytam, bo rysuję komentarze (6)


Książki, których nie czytam, bo rysuję „Wszystko zajęte”:

Mikołaj Łoziński – Reisefieber i Książka

Błądzę czasami w większej księgarni, by dać sobie szansę na przypadkowe zainteresowanie się książką i autorem. Łoziński na czwartych stronach okładki urzekł mnie prostym językiem i pięknem poruszanej sprawy, obiecując lekturę pełną zrozumienia tematu, przejmującą, bez zbędnych zdobień. Czekam na otwarcie obu tych książek jak na najlepszy prezent. Przeczytam je w pierwszej kolejności.

Andriej Tarkowski – Dzienniki, Scenariusze, Czas utrwalony
Dzienniki Tarkowskiego są na tę chwilę moją prywatną lekturą roku, choć dobrnąłem do
połowy. Wypożyczyłem je, kiedy egzamin z historii filmu dopiero majaczył na horyzoncie, trochę mimochodem. Narzucił mi się sposób pisania Tarkowskiego: krótkie zdania, które umieszczone obok siebie w jednym akapicie potrafią podjąć skrajnie różne tematy i, co urzekające, emocje (Andriuszka, syn – cudowny, dlaczego? bo zjadł śniadanko, współpracownicy Tarkowskiego – idioci i beztalencia, krew zalewa!). Interesujący jest również kontrapunkt w posługiwaniu się przez Tarkowskiego słowem i obrazem. Czytałem scenariusz „Ofiarowania”. Piękne opowiadanie.

Ingmar Bergman – Scenariusze // Michelangelo Antonioni – Scenariusze
W euforii po wspomnianym wyżej egzaminie nabyłem co nabyłem i nie mogę się doczekać lektury. Scenariusz - film - porównanie. U Tarkowskiego w „Ofiarowaniu” sporo się pozmieniało. Ale gdybyście przeczytali scenariusz „Wszystko zajęte” i zobaczyli efekt końcowy... Inne historie, poprzestawiane akcenty, powycinane i podoklejane sceny. Zobaczymy, jak się sprawy miały u Bergmanów. Czytałem niedawno
wspomnienia Liv Ullmann. Książka, do której podchodziłem nieufnie, trochę jak do niewprawnie napisanego romansu. Rzecz okazuje się być krzepiąca i ciepła, popada w wysokie tony, ale jedynie chwilami. Wspomnienia czyta się nad wyraz szybko. Dostałem
od profesora książkę o Szkole Filmowej, zredagowaną z krótkich
komentarzy absolwentów i pracowników (Polański, Toeplitz, Wajda...), które, przeplatając się, tworzą pełnowymiarowy obraz tego, co się tam przez lata wyprawiało. Na marginesach historyk filmu prostuje niektóre kombinacje i śmiałostki reżyserów.

Cormac McCarthy – Rącze konie
Jako oddany czytelnik, kupiłem „Rącze konie” w dniu premiery lub
następnego dnia. Od tamtej pory pierwsza część trylogii czeka na
swój moment. Przeczytałbym znów „Suttree”, to świetna książka
na wakacje, a ja pokonywałem ją w zimie.

Pat Conroy – Na południe od Broad
Widząc tę knigę i opis, że saga rodu, że paczka przyjaciół, zacząłem się zastanawiać jak właściwie poprowadzić tyle postaci przez całe ich życie, dodatkowo wprowadzając ich rodziców i zapewne w dalszej części dzieci. Od kilku miesięcy jestem w 1/3. Książka pisana jest łatwo, niezbyt porywająco, momentami prostacko. Bywa przyjemną lekturą do snu. Nie wiem, co mnie przy niej trzyma, może nadzieja, że jednak autor da radę? Porwał się na monstrualną robotę. Poza tym wzrusza mnie nieprzeciętnie jego zdjęcie z tyłu książki.

Vladimir Nabokov – Opowiadania
Nie czytałem jeszcze nic Nabokova. Widziałem jedynie „Lolitę” Kubricka. Bardzo jestem ciekawy tego pierwszego razu.

Książki, które mimo wszystko podczytuję:

Jerzy Stuhr – Tak sobie myślę
Czytałem dwie wcześniejsze książki Stuhra, jedną przesłuchałem jako
audiobook, widziałem większość filmów pana Jerzego, byłem na „Kontrabasiście”. I jakoś tak mi dobrze z tym, że usiadł, a właściwie siadał to w jednym mieście, to w innym, często w
szpitalach, i jeszcze napisał dla mnie coś takiego. Zuuupeeełnie nie kupuję fragmentów oceniających polską rzeczywistość, niemal je pomijam. Nuta dziadowania. Interesuje mnie, co sądzi o ostatnich premierach kinowych, jak ocenia własnego syna, wspomina zagraniczne ekscesy z kotem... Wciąż strasznie Stuhra lubię i szanuję. Podoba mi się, w jaki sposób wychodzi do ludzi, inni aktorzy tego nie mają, lub robią to na inną skalę. Pamiętam, jak stał na fajce przed uczelnią i taksował mnie wzrokiem: góra-dół, góra-dół. Wyczytałem w książce, że sporo przeklina. Ciekawe jak nazwał sobie w myślach te dwa metry człowieka.

Sebastian Frąckiewicz – Wyjście z getta
Pozycja potrzebna, przemyślany dobór gości, Sebastian sprawnie prowadzi rozmowy, a książka zostawia mnie bez refleksji. Może sam temat osadzony zbyt daleko od tworzenia (mimo wszystko), może bliżej mu do jakiejś, no nie wiem, polityki, nomen omen. Ja tam nie wiem, do czego powinien podpiąć się komiks (do animacji? Po co? Trzeba by to przemyśleć. Podobieństw jest dużo. Ta dziedzina przynajmniej jako tako rozmościła się przy państwowych strukturach.), jakie bojówki powinniśmy założyć. Robię swoje. Rysuję „Wszystko zajęte”. I nie mogę przeczytać tych cholernych książek.







06 lipca 2012 Wszystko zajęte - ostatnia prosta komentarze (5)



To moje ostatnie pochylenie się nad Wszystko zajęte. Owo pochylenie potrwa jeszcze blisko dwa tygodnie. Przez ostatnie dni średnio powstawały 2-3 strony dziennie, co powinno wzrosnąć do 3-4 w niektórych dniach. Jeśli ten komiks nie powstanie teraz, być może nie powstanie już nigdy. Skończył się rok studencki, skończyła się animacja, chwilowy spokój w zleceniach. Siedzę sobie i rysuję. Wam też życzę wakacji spędzonych przy tym, co najbardziej Was nakręca! Jaram się na samą myśl o wróceniu do rysowania tej historii. Potem niewielki nakład, ludzie czytający w biegu, poczucie wstrętu do całej tej misji. A później jeden szczery mail, dwa komentarze i znów przekonam się, że warto. Podczytuję sobie nowego Stuhra. Jest tam taki tekst, że ciężkie są chwile bez tworzenia. Też tak mam. Mam potrzebę przebywania na innym poziomie, osobistym i nienaruszalnym, teraz mogę to stwierdzić. Rysuję aktualnie trudne sceny w moim komiksie, bohater dostaje w twarz od losu. Odchorowuję. Co musiała czuć rysowniczka takiej Szminki? A Wojtek Stefaniec przy Szelkach? Rozmawiałem z nim o tym, ale mam poczucie, że zaledwie liznęliśmy temat, który jest chyba najbardziej fascynujący w całym procesie i, mam wrażenie, jest pierwiastkiem narkotycznym w komiksie. Żeby nie popaść w niepożądane stany, ociosuję dialogi z niepotrzebnego zadęcia, robię je szorstkie, kiedy się uda, może zabawne. Szukam w formie, ale tak, żeby nie pokazać, że za historią stoi twórca. Jest cienka linia pomiędzy nietypowymi rozwiązaniami sugerującymi intencje autora, a bohaterem puszczającym do Ciebie oko w finale. Staram się pozostać po tej pierwszej stronie, kilka razy udało się to w Czasem, może i tutaj się uda. Sheer był jednak zupełnie inną robotą. Wszystko zajęte jest pracą najcięższą - własny scenariusz, własne rysunki, nikt poza mną jeszcze nie wie jak potoczy się historia, a i ja sam siebie chwilami zaskakuję. Ta historia jest osobnym, żywym tworem. Dawno przestała być tym, czym była w pierwotnym założeniu. Wszystko zajęte jest też pracą najbardziej satysfakcjonującą. Mam nadzieję, że będzie też pracą skończoną. Trzymajcie kciuki! Jeszcze dwa tygodnie. Boję się tego komiksu.

Radosne ogłoszenie: po dwóch latach dotarło do mnie, co studiuję. Zdaje się, że na horyzoncie pojawiła się autentyczna pasja płynąca z animowania. I zbliża się. Oglądam filmiki animatorów, przeglądam blogi. Już sam chciałbym potrenować. Tylko jak robić to wszystko, komiksy, animacje, żeby się nie rozdrabniać, nie wpadać w nędzne fuchy, nieciekawe układy ciągnące się miesiącami? Jeśli rzucić to w cholerę, powiedzmy, do końca studiów, jak się później odnaleźć na rynku i jak utrzymać się na studiach? I tylko przypomina mi się Angouleme, gdzie co rok zjeżdżają się studenci, opłacani przez państwo, by tworzyć komiksy i animacje, mieć wystawy i poznawać innych twórców. No ale dobrze, przyjmijmy, że Angouleme to stan umysłu i myślę, że kiedyś ten stan umysłu pozwoli się utrzymać jak należy.




29 czerwca 2012 Wszystko zajęte - plansza III komentarze (5)


Wracam do komiksu. Dziś wrzucam jedną z moich ulubionych stron, a już na pewno jest tu jeden z moich najulubieńszych kadrów, czyli #4! Sezon przeprowadzkowy w pełni. Od lipca będę nadawać z Jarosławia. PS Od dwóch dni mieszkamy z kotką.




24 maja 2012 Wszystko zajęte - plansza II komentarze (1)



Plansza jakiś czas temu zawisła na facebooku kultury gniewu, więc umieszczam ją również tutaj. Jak to w Dziennikach ujął Tarkowski: "W spalaniu starych papierów i rzeczy jest w ogóle coś pradawnego, podświadomego i zmysłowego." Ta strona jest jedną z tych, które nie zachowały się po awarii dysku. Przerysowałem ją na nowo do postaci, którą właśnie publikuję. Jutro przeprowadzka do nowego mieszkania. Ciekawe.




18 maja 2012 "Wszystko zajęte" - okładka i wydawca komentarze (5)



Prezentuję okładkę "Wszystko zajęte" (wersja nie na 100%), którego wydawcą będzie Kultura Gniewu. Po ostatniej awarii dysku rozpocząłem akcję "Feniks", w ramach której na nowo narysuję stracone materiały. Na pierwszy rzut poszła powyższa okładka, bo jak zaczynać, to od początku :)




05 maja 2012 Wszystko zajęte - 1/2 gotowa komentarze (5)


Dnia 4 maja odkryłem dla siebie MGMT.

Wczoraj zdobyłem się na ważne decyzje dotyczące scenariusza. I tak, według najnowszych obliczeń, "Wszystko zajęte" będzie liczyć ok. 100 stron, z czego gotowych jest 55 oraz okładka (czyli jednak więcej niż połowa). Po wizycie w Jarosławiu oraz dzięki kilku rozmowom na nowo nabrałem sił do tej historii i wróciłem do rysowania po odhaczeniu kilku spędzających sen z powiek zleceń. Chciałbym zakończyć prace do wakacji. Zawsze mam wielki problem z wyborem kadru ilustrującego wpis. Kończy się na kompromisach, ale może dzięki temu czytanie albumu sprawi Wam jednak odrobinę radości? Najlepsze przed Wami, jakby co :)




03 kwietnia 2012 Wszystko zajęte - plansza komentarze (0)


Przekazuję dobry humor, do humoru dołączam dobrą płytę, natomiast do listy ukochanych książek dopisuję i podkreślam "Czekając na Godota". Podczas ostatniej wizyty w Warszawie dostałem powyższą planszę wydrukowaną w formacie 100x70. Jeszcze nie mam pomysłu, co z nią zrobić. Tutaj można zobaczyć planszę w akcji. Wczoraj do Wydawcy trafił projekt okładki albumu - zaakceptowany. PS Sezon rowerowy w pełni.






<< Poprzednie



Copyrights © Marcin Podolec 2007-2015

Blog powered by Ownlog.com & Fotolog.pl